Blaru, zwany Stiupą Balerońską, opisuje swoje wyprawy rowerowe
RSS
wtorek, 22 marca 2016
Cyfry i cyferki wyprawy Bieszczadzkie Cycle 2015
>>>
Bieszczadzkie Cycle 2015 - dzień 10-13
>>>
Bieszczadzkie Cycle 2015 - dzień 5-9
>>>
Bieszczadzkie Cycle 2015 - dzień 1-4
>>>
wtorek, 29 grudnia 2015
Cyferki i cyfry wyprawy Mazurski Tour 2014
>>>
Mazurski Tour 2014 - dzień 11
>>>
Mazurski Tour 2014 - dzień 10
>>>
Mazurski Tour 2014 - dzień 9
>>>
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Mazurski Tour 2014 - dzień 8
>>>
Mazurski Tour 2014 - dzień 7
>>>
Mazurski Tour 2014 - dzień 6
>>>
czwartek, 26 listopada 2015
Mazurski Tour 2014 - dzień 5
>>>
środa, 04 listopada 2015
Mazurski Tour 2014 - dzień 4
>>>
wtorek, 03 listopada 2015
Mazurski Tour 2014 - dzień 3
>>>
środa, 14 października 2015
Mazurski Tour 2014 - dzień 2
>>>
wtorek, 13 października 2015
Mazurski Tour 2014 - dzień 1
>>>
wtorek, 22 września 2015
Czy ja jeszcze żyję i czy ja jeszcze jeżdżę...?

Tak właściwie to nie wiem od czego zacząć. Nie było mnie tutaj (na moim blogu) przez okrągły rok. Dużo dobrego się wydarzyło, trochę też niemiłych rzeczy. I to właśnie te niemiłe sprawy mają bezpośredni związek z moimi wyprawami i swoją przyczynę w tym, że milczałem tak długo.

 No to może po kolei.

 Październikowa noc, godzina przed świtem, człowiek jest w głębokim śnie i nie interesują go sprawy ziemskie ani nawet jak się nazywa. Budzi go natarczywy łomot i przerażone oczy kobiety pochylonej nad nim. Ten łomot to dobijanie się do drzwi, te przerażone oczy widzą obcych ponurych mężczyzn, którzy wtargnęli do mieszkania, a ten człowiek to ja.

 1 października przed rokiem wpadła sobie do mnie do domu policja z nakazem przeszukania i informacją o denuncjacji, przewróciła mieszkanie i nasze mózgi do góry nogami, przestraszyła dziecko, obraziła kobietę i zabrała sobie wszystko co posiada cyfrową pamięć. Komputery, dyski przenośne, pendrive'y, mp3-ki, płytki, karty pamięci od wszystkiego - od telefonów, aparatów foto, nawigacji samochodowej, nawet ruter od kablówki chcieli, ale popukałem się w czoło... Wszystko poszło do kapsuły i zaginęło na innej planecie, pewnie już tego nigdy nie zobaczę, bo próba kontaktu przypomina kontakt z Obcymi z filmu "Kontakt" .Echo. Tyle tylko wiem, że obecnie nie wolno już posiadać nielicencjonowanej muzyki i filmów na własny użytek, a trochę tego miałem...

A propos słowa "miałem":

- miałem materiały z wyprawy Mazurski Tour 2014 (których nie zdążyłem opublikować),

- miałem materiały z WSZYSTKICH dotychczasowych wypraw (te na blogu to tylko namiastka o zmikroskopionej rozdzielczości),

- nie będę już ich miał (jeżeli coś  s t a m t ą d  wraca, to bez dysków, sam sprzęt wyzerowany),

- miałem  w s z y s t k o  i n n e  co się ma w komputerze, cholera,

- nie miałem NIC w chmurze osobistej ani w wirtualnych pamięciach, k...

 To nie jest miłe.

 Co jeszcze nie jest miłe?

 Trzeba jakoś żyć. Nie nakręcać w dół tylko w górę. No to nakręciłem się. W górę. A raczej w góry. Transylwania Tour 2015, czyli rowerowe wspinaczki po rumuńskich Karpatach.  Miesięczną wyprawę zaplanowałem sobie na czerwiec i skrupulatnie zacząłem się do niej przygotowywać codziennie licząc od stycznia - no wiecie, trening, sprzęt, mapy, literatura, nauka języka, wyznaczanie tras. 20 maja odebrałem rower z salonu, po przeglądzie, wymianie całej masy podzespołów, jednym słowem: żyleta.

Przejechałem na wypasie... 7 km. Na tym szczęśliwym kilometrze Śmierć zajrzała mi w oczy i postanowiła mnie ucałować w usta zaklętym pocałunkiem, ale że miałem specjalny kask ochronny (na marginesie - marki Inferno), to pocałowała mnie jedynie w dupę.

 Pewien facet przeszczęśliwy, że sprowadził sobie właśnie z Hiszpanii wypasione Audi Q5, chyba tak namiętnie je sobie oglądał i zaglądał, i nie wiem gdzie ten łeb trzymał w tamtej chwili, w schowku czy na kolanach u Loli obok, kiedy zjechał na pobocze i trzasnął  m ó j  wypasiony rower, a mnie wyekspediował w kosmos. Z początku było fajne przyspieszenie i brak grawitacji, tylko że jak lądowałem to rakieta się popsuła i mnie katapultowała skokiem na główkę, tyle że nie do wody, a na beton. Lepiej nie mówić jak wyglądałem przez kilka tygodni.

Zabawne jest to, że mam coś tam nie tak w kolanach, nie wiem czy jeszcze pojadę na jakąś wyprawę, a nie zobaczyłem ani złotówki z ubezpieczenia sprawcy. To znaczy mogłem zobaczyć, a jakże, mogłem -  zaproponowali mi 170 (sto siedemdziesiąt) zł. He, sam rower ucierpiał na 2340 (dwa tysiące trzysta czterdzieści) zł. A ja nie ucierpiałem, Panie Tusk czy jak ci tam?

 No ale nic. Trzeba jakoś żyć. Nie nakręcać w dół tylko w górę. No to nakręciłem się. W górę. Teraz, we wrześniu, byłem przez dwa tygodnie w Bieszczadach. Nazwałem to nie  t o u r, tylko (tak trochę żartobliwie) Bieszczadzkie Cycle, no bo nie ma tu mowy o wyprawie, tylko o takich cyklach jakby, próbie powrotu do (czy uzyskania) jakiejkolwiek formy. Zamieszkałem w jednym punkcie, dokładnie w Cisnej. Postanowiłem co dzień naprzemiennie to spacerować, to delikatnie jeździć rowerem.

 Cały wyjazd już za parę dni opiszę i wrzucę tu. Wcześniej wrzucę też parę zdań o zeszłorocznej wyprawie, rzecz jasna sam tekst.

 

 

czwartek, 11 września 2014
Właśnie wróciłem z nowej wyprawy.

Relacja z 11-dniowej ekspedycji rowerowej Kaszubsko-Warmińsko-Mazurski Tour 2014 już niedługo.

sobota, 12 lipca 2014
Szósta wyprawa?

Cześć. Tutaj Jarek Antoniak z blogu Blaru.blox.pl.

 Wiele osób pyta kiedy nowa wyprawa, co mam w planach i co nowego u mnie.

 No to zacznę może od końca. U mnie w życiu spore zmiany, właściwie to wszystko wywróciło się o 180°. Wiosną kupiłem mieszkanie, którego odświeżenie i urządzenie pochłonęło mnie bez reszty i zajęło naprawdę mnóstwo czasu. Nie było chwili ani na treningi, ani na planowanie wypraw, ani na literaturę i studiowanie map. Forma troszkę zabłądziła w lesie. Poza tym zamieszkałem z moimi dziewczynami, co już w ogóle odwróciło do góry nogami moje czterdziestoletnie kawalerskie życie. Od tego czasu doba jakby się skurczyła. Żeby znaleźć gdzieś chwilkę na trening, jeżdżę rowerem do pracy 20 km tam i 20 km z powrotem. Nie jest największą frajdą jeżdżenie ciągle tym samym odcinkiem, w dodatku krajową dwupasmową 3-ką o potężnym nasileniu ruchu, ale cóż... dobre i to.

 A co w planach? A, no to tak, pomysłów to ja mam wiele. Na ten rok planowałem dłuższą wyprawę po rumuńskim Siedmiogrodzie i Karpatach, czyli Transylwania Tour 2014. No ale niestety, dostatecznej formy na Karpaty brak, poza tym zero logistycznego przygotowania, co prawda nakupiłem książek, tylko kiedy je czytać i ustalać gdzie, co, jak i którędy.

 Jednak wyprawa w tym roku mimo wszystko będzie. Taki mini-tour, około tygodniowy, jakoś na początku września. Jeszcze nie zdecydowałem dokąd pojadę, jednak ostatecznie wybiorę coś z dwojga pomysłów (które będzie można zrealizować w 7-8 dni). Po pierwsze wyprawa po Mazurach - coś w rodzaju 100 Jezior Mazurskich Tour 2014, ze skupieniem się na ich podziwianiu i fotografowaniu. Po drugie wyprawa wzdłuż polskiego wybrzeża (taki mały come back) - coś w stylu Polish Baltic Tour 2014, koncentrując się na swoistym skatalogowaniu wszelakich większych i mniejszych miejscowości nadmorskich.

 To tyle na razie. Pozdrawiam swoich wiernych czytelników. Następny wpis tuż przed wyprawą:)


niedziela, 30 marca 2014
Zestawienie wszystkich wypraw 2009-2013
>>>
sobota, 29 marca 2014
Cyferki i cyfry wyprawy Hiszpański Tour 2013
>>>
Hiszpański Tour 2013 - dzień 32 i 33
>>>
Hiszpański Tour 2013 - dzień 31
>>>
Hiszpański Tour 2013 - dzień 30
>>>
Hiszpański Tour 2013 - dzień 29
>>>
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7